Tapety na pulpit

Czerwonoskóry jest zbyt dumny, aby wobec obcych, a tym bardziej wobec wrogów, ujawniać swoje uczucia. Rysy jeńca cechowała młodzieńcza miękkość. Wprawdzie jego kości policzkowe występowały nieco naprzód, ale to nie zakłócało proporcji. Gdy Jemmy podszedł, Indianin po raz pierwszy otworzył całkowicie oczy. Były czarne i błyszczały jak węgle. Spojrzały przyjaźnie na myśliwego. — Mój młody brat rozumie język białych twarzy? — zapytał Jemmy po angielsku. — Tak, odparł zapytany.

W pierwszej dziedzinie zdobnictwa miał okazję wykazać się podczas prac renowacyjnych w Kościele Św. Krzyża, gdzie przypadkowo odkryte zostały zabytkowe malowidła z okresu renesansu. Artyście powierzono odsłonięcie zachowanych fresków oraz ich rekonstrukcję i uzupełnienie wedle własnego pomysłu. Niestety z powodu sprzeczki artysty z renowatorem, która znalazła swój finał na policji, wszystko skończyło się tylko na bogatych projektach.

Byłem pomocnikiem leśniczego w Moritzburgu, który jest znakomitym królewskim miastem myśliwskim z bardzo słynną galerią obrazów i wielką sadzawką na karpie. Moim najlepszym druhem był tamtejszy nauczyciel, z którym co wieczór grałem w sześćdziesiąt sześć, a potem gwarzyłem z nim o wszelakich sztukach i naukach. Tam też zdobyłem wielce osobliwe, ogólne wykształcenie. A może pan wątpi? Robi pan taką dziwną minę! — Nie mogę się o to kłócić, choć kiedyś byłem gimnazjalistą i deklinowałem nawet tapety na pulpit człowieczek obrzucił go drwiącym spojrzeniem i rzekł: — Deklinował pan mensa? Zapewne się pan przejęzyczył? — Nie. — No, to nietęgo z pańskim gimnazjum! Nie mówi się ”deklinowałem”, tylko ”deklamowałem”, a także nie ”mensa”, ale ”pensa”. Pannica pracowita spokojnie pisze dobre karteczki.